Ich bin der Geist, der stets verneint!

niedziela, 29 czerwiec 2008

Spływ kajakowy Czarną Hańczą

Niżej zdjęcia ze spływu na trasie Wigry - Miklaszówka .

W związku z dużym zainteresowaniem tym postem uzupełniam go o kilka podstawowych informacji dla wybierających się na spływ. Jednocześnie zachęcam do pozostawienia pod postem komentarza, będzie mi na pewno bardzo miło!

Czarna Hańcza jest bardzo dobrze zagospodarowana i przygotowana do spływów. Z noclegami - także pod dachem, z łazienką - nie ma w zasadzie problemu. Na trasie pierwszy taki nocleg mieliśmy w Studziennym Lesie, ten był istotnie do niczego i nie mogę go polecić, bo - pod dachem, ale bez okna i łazienki, za to wcale nie tani. Następny w Dworczysku był absolutnie rewelacyjny. Chodzi o taką przystań kajakarską po lewej przed mostem w Dworczysku (wcześniej mija się pojedynczy dom na wzgórzu - tam nie zostaliśmy). W Dworczysku było wygodnie i bardzo sympatycznie, właściciel ma prześmieszne kury i jest naprawdę interesującym, miłym człowiekiem. Nocleg w Miklaszówce został nam polecony, jeśli ktoś chce spać pod dachem i z łazienką, najlepiej jest się właśnie wcześniej dowiedzieć. W czerwcu problemów, jak już wspomniałem, nie było, co jest w lipcu - nie wiem! Są stanice też PTTK po drodze. Jeśli komuś wystarczy namiot, to już w ogóle jakikolwiek problem odpada, miejsca są za każdym zakrętem! Rzeka jest piękna i dobrze zagospodarowana, ale naturalnie - dosyć zatłoczona, tzn. w czerwcu mijało nas lub my mijaliśmy co najmniej kilka kajaków lub nawet małych grup kajakarskich dziennie. To bardzo smutne, ale śmieci w tej cudownej rzece nie jest w związku z tym mało.

Miłego spływu i proszę o komentarze nt. zdjęć!






Wcześniej na tym blogu umieściłem już zdjęcia z Rurzycy, z zeszłego roku. Są tu!

czwartek, 26 czerwiec 2008

Faye Wong śpiewa Bohemian Rhapsody



No brawurowo, brawurowo! Faye Wong wcześniej na tym blogu tu!

czwartek, 19 czerwiec 2008

z Chmielnej przez Kredytową do metra Świętokrzyska


Film z pl.Napoleona (okolice Prudentialu) i Świętokrzyską sprzed ruin i odbudowy (żeby powiększyć na cały ekran trzeba na tle filmu kliknąć prawym klawiszem myszy i wybrać odpowiednią opcję, od 38. sekundy do 46. jest właśnie pl.Napoleona i Świętokrzyska z krótką przerwą na autobus przy pałacu Saskim) tu! Film, na którym jest m.in. skrzyżowanie Szpitalnej i Chmielnej (widok w stronę Prudentialu), sporo Świętokrzyskiej i okolice Zachęty tu!

Zdjęć samego placu Dąbrowskiego (dawniej - Zielnego) w stronę Marszałkowskiej nie robiłem, ogólnie, mimo że domy przy Marszałkowskiej, to może jeszcze nie tragedia, to przyjemniej patrzy się na to, co w tym miejscu stało zanim nie było tych domów i poprzedzających je ruin. Wcześniej na tym blogu - tu!

Brytyjski wymiar sprawiedliwości

Nieprzygotowani adwokaci, którzy nie znają swojego klienta i spóźniają się na rozprawę? Policjanci przekonani z góry o winie oskarżonego i tak też zeznający, niezależnie od tego, co widzieli lub słyszeli? Sędziowie nadużywający swojej władzy? Długie, niezwiązane ze sprawą dygresje spowodowane znudzeniem zajmujących się nią prawników, a może nawet po prostu ich brakiem inteligencji?

Jak dobrze, że w Polsce jest zupełnie inaczej!

poniedziałek, 16 czerwiec 2008

"Ptaki"

Dziś rano obudził mnie... no, nie był to śpiew ptaków, nie! Raczej - taki ptasi hałas, jakieś ptasie dyskusje, gulgot taki, prztykanie, stukanie! Nie wstałem nawet, pozwoliłem sobie jeszcze na kwadrans albo może dwa drzemki używając tego przeklętego przycisku "snooze" (czy ktoś wie, gdzie można kupić taki nakręcany budzik, ostro dzwoniący, jak na filmach z lat sześćdziesiątych?). Ptak, musiał wleźć przez uchylone drzwi balkonowe, zatrzymać się w przytulnym przedsionku utworzonym przez ciężką, ciemnobordową, wydętą przez wiatr zasłonę, tam przycupnąć i... zesrać! No, przepraszam za słowo, ale on się literalnie ze - s -rał! No tak! Znalazłem jego kupę, którą musiałem potem sprzątnąć, to było pierwsze - zamiast porannej kawy - co robiłem po tym, jak już się podniosłem.

Ale to nie koniec! Jakoś przecież muszę wyjaśnić cudzysłów w tytule posta! Otóż popołudniu, siedzę sobie przy biurku, coś chrobocze. Myślę sobie - nie no, niemożliwe! Roboty jakieś pewno, duch może, niemożliwe, żeby to był on...! I siedzę dalej, aż tu nagle... przesunęły się lekko talerze, coś zaszeleściło, zachrobotało i z MOJEGO ZLEWOZMYWAKA WYCZOŁGAŁ SIĘ WSTRĘTNY, MAŁY, BRUDNY WRÓBEL!! Moje przerażenie nie miało granic, jego było jeszcze większe, moje obrzydzenie było uzasadnione, naprawdę, wróble są całkiem miłe, takie stadko o dwa metry ode mnie np. może sobie jeść niech będzie w parku mirowskim np. rzucane mu np. przez przyjaźnie wyglądającą starowinkę okruszyny! Ale - w moim zle-wo-zmy-wa-ku!!!??? W moim mieszkaniu!!!??? A gdzie on był, kiedy już wreszcie po posprzątaniu po nim piłem tę kawę?! Gdzie, kiedy zabrałem się do lektury i nauki?! Co wtedy robił?! A czy podglądał mnie w łazience?! Czy to w ogóle on czy ona?! No nic, opowiadam dalej, bo to przecież dopiero początek, dochodzimy powoli do kulminacyjnego momentu.

Zacząłem od otworzenia na oścież okna i balkonu. Myślałem, że sam zrozumie, że no... nie każdy jest proszonym gościem, że może już przesadza z długością swojego u mnie pobytu, że powinien się wstydzić, za tę poranną scenę! Ale... nie! On przestraszony, przerażony, skulony lekko tylko podfrunął, tylko po to, żeby skryć się wśród figurek stojących na starej, niemieckiej komodzie nad zlewozmywakiem. Stamtąd znowu udało mi się go szczotką do zmywania naczyń wykurzyć, ale tylko po to, żeby sfrunął na biurko, schował się za papierami, w ciemnym kącie. Strach mnie zaczął ogarniać, no bo - to to jednak jest żywe, gorące, waży pewnie z ćwierć kilo... A co, jak to... zgniotę przypadkiem
szczotką za tymi papierzyskami, w tym kącie ...?! I to to już się nie ruszy...?! Kto to to wyjmie, co z tym zrobi, czy to to ma potem spocząć na cmentarzysku moich śmieci organicznych, czy raczej - symulując ostatni lot z trzeciego piętra - na podwórku, w piaskownicy, gdzie bawią się dzieci...?! Uff, uff, uff!!! Było nie było z biurka też udało mi się go wykurzyć, po to tylko, żeby się schował koło kosza na śmieci, znowu w najdalszym zaułku, stamtąd - gdzie przez chwilę złowiłem go w plastikowy półmanekin na ubrania stojący tam od niepamiętnych czasów - uwaga! ZA KOMODĘ przystawioną bezpośrednio do ściany. No, załamałem się prawie! ...tam mi zdechnie teraz z głodu, zacznie śmierdzieć albo w nocy będzie chrobotał, albo (Boże, nie... "Ptaki"!!!) w nocy mnie ZAATAKUJE!!!

uff, uff, uff...! wykurzony kijem od szczotki zza komody poleciał przez otwarte na oścież drzwi balkonowe do kolegów, na zewnątrz, a ja zostałem sam. Wolny!

Wróbel, a właściwie, na co zwrócili mi uwagę Szanowi Komentatorzy - mały gołąb, na komodzie

Wróbel, względnie mały gołąb (w każdym razie - ptak) na biurku pod parapetem

sobota, 14 czerwiec 2008

Herbert Grönemeyer - Mensch z Bono (z tłumaczeniem na polski)

Momentan ist richtig
W tej chwili jest w porządku
Momentan ist gut
W tej chwili jest dobrze
Nichts ist wirklich wichtig
Nic nie jest naprawdę ważne
Nach der Ebbe kommt die Flut
Po przypływie przychodzi powódź
Am Strand des Lebens
Na krawędzi życia
Ohne Grund, ohne Verstand
Bez powodu, bez zrozumienia
Ist nichts vergebens
Nic nie jest na marne
Ich bau die Träume auf den Sand
Buduję sny na piasku
Und es ist, es ist ok
I to jest, to jest ok
Alles auf dem weg
Wszystko na swoim miejscu
Und es ist Sonnenzeit
Świeci słońce
Unbeschwert und frei
Bezproblemowo i tak, jak chce
Und der Mensch heißt Mensch
I człowiek jest człowiekiem
Weil er vergisst
Bo zapomina
Weil er verdrängt
Bo puszcza w niepamięć
Und weil er schwärmt und stählt
Bo zachwyca się i ...
Weil er wärmt, wenn er erzählt
Bo robi mu się gorąco, kiedy opowiada
Und weil er lacht
I bo się śmieje
Weil er lebt
Bo żyje
Du fehlst
Czujesz
Das Firmament hat geöffnet
Firnament otworzył się
[tu wchodzi Bono :-) ]
Wolkenlos und ozeanblau
Bezchmurny i niebieski, jak ocean
Telefon, Gas, Elektrik
telefon, gas, elektryczność
Unbezahlt und das geht auch
niopłacone i tak też można
Teil mit mir deinen Frieden
Podziel się ze mną swoim pokojem
Wenn auch nur geborgt
Jeśli nawet ...
Ich will nicht deine Liebe
Nie chcę twojej miłości
Ich will nur dein Wort
Chcę tylko twojego słowa
Und es ist, es ist ok
I jest, jest ok
Alles auf dem Weg
Wszystko na swoim miejscu
Und es ist Sonnenzeit [tu mu chyba Herbert - na szczęście - pomaga]
Słońce świeci
Ungetrübt und leicht
Nie niepokojone i lekko
Und der Mensch heißt Mensch
I człowiek jest człowiekiem
Weil er irrt und weil er kämpft
Bo myli się i walczy
Und weil er hofft und liebt
Bo ma nadzieję i kocha
Und weil er mitfühlt und vergibt
Bo współczuje i wybacza
Und weil er lacht
I bo się śmieje
Und weil er lebt
I bo żyje
Du fehlst
Czujesz
Oh, weil er lacht
Oh, bo się śmieje
Weil er lebt
Bo żyje
Du fehlst
Czujesz

-- refren --

Oh, es ist schon ok
Oh, już w porządku
Es tut gleichmäßig weh
To tak samo boli
Es ist Sonnenzeit
Świeci słońce
Ohne Plan, ohne Geleit
Bez planu, bez towarzystwa
Der Mensch heißt Mensch
Człowiek jest człowiekiem
Weil er erinnert, weil er kämpft
Bo pamięta, bo walczy
Und weil er hofft und liebt
Bo ma nadzieję i kocha
Weil er mitfühlt und vergibt
Bo współczuje i przebacza
Und weil er lacht
I bo się śmieje
Und weil er lebt
I bo żyje
Du fehlst
Czujesz
Oh, weil er lacht
Oh, bo się śmieje
Weil er lebt
Bo żyje
Du fehlst
Czujesz

środa, 11 czerwiec 2008

Ruch uliczny w Hanoi


Hanoi crazy night traffic from v!Nc3sl4s on Vimeo.


Dodging mopeds in Hanoi from Rob Lilwall on Vimeo.


Hanoi Street Traffic from Bartek Raciborski on Vimeo.


Scooters Land from Alexander Yong on Vimeo.

z Kabat nad Wisłę

czwartek, 5 czerwiec 2008

Warszawa mojego dziadka

No, nigdy bym nie przypuścił, że już aż takie zbiory FILMOWE są w Internecie!

Tutaj jest na pewno m.in. najpewniej plac Piłsudskiego z pomnikiem ks. Poniatowskiego, Zachęta z kawałkiem albo niezachowanej kamienicy, albo pałacu Kronenberga, na miejscu którego stoi hotel Victoria (na tle jej muru chyba zbliżenie młodego policjanta kierującego ruchem), sporo Świętokrzyskiej (widać zachowany budynek dzisiaj poczty, wtedy bodaj banku z tymi charakterystycznymi swego rodzaju arkadami na dole) skrzyżowanie Chmielnej ze Szpitalną, widok w kierunku placu przed wojną nazywanego pl. Napoleona: policjant kieruje na nim ruchem, w oddali po lewej widać przy Świętokrzyskiej budynek Prudentialu. Poza tym ciekaw jestem, czy ktoś odgadnie inne miejsca!

A Tutaj m.in. Park Saski i Barbakan z dzieciakami ze szkoły, wszystkie w mundurkach!

Wreszcie tutaj plac Napoleona (znowu Prudential), okolice dzisiejszego Domu Chłopa i restauracji Sofia z tłumem przemieszczających się spacerowiczów, widoczna fascynacja autobusem, są tu dwa niezależne ujęcia, jedno na pl. Napoleona (autobus skręca w stronę Marszałkowskiej nadjechawszy od Świętokrzyskiej w miejscu chyba, gdzie dziś jest restauracja "Sofia", a zaraz potem migawka chyba przed pałacem Saskim), potem operator przeniósł się na Świętokrzyską, znowu w okolice zachowanego budynku, w którym dziś mieści się poczta główna (na przeciwko była najwyraźniej kamienica z gigantami), a potem marsz pogrzebowy, ale pojęcia nie mam, jaką ulicą! Daje się odczuć fascynacja tramwajem... :-) UWAGA UWAGA (!) PLAC NARUTOWICZA :-), przez który przejeżdża CHŁOPSKI WÓZ KONNY!

I kolejny film - KOLOROWY plac Piłsudskiego z KOLOROWYM pałacem Saskim! Zabawne, ale na stronie internetowej, z której pochodzi ten film, określono - na podstawie ubioru Warszawiaków, którzy chodzą w garniturach, lekkich płaszczach, bez czapek - okres nakręcenia go na styczeń (sic!) :-) Bardzo ładny film, wyraźny, kolorowy, jest kolumnada pałacu Saskiego, Dom Bez Kantów, kamienice zasłaniające Teatr Narodowy (nieodbudowane, w tym miejscu wojna powiększyła plac).

Na początku plac Teatralny z nieobudowanymi, ale też nie jakoś bardzo ciekawymi kamienicami w stronę Starego Miasta, okolice hali Mirowskiej i Hali Gwardii od strony parku Saskiego, tj. m.in. plac Żelaznej Bramy (drewniana, malownicza hala targowa stała nieopodal hali Gwardii na przeciwko odwróconego po wojnie pałacu Lubomirskich) ulica Rynkowa (na kamienicy na filmie reklamuje się "Sprzedaż worków" właśnie na Rynkowej) potem to nie wiem. Twierdzą w opisie filmu, że są też gdzieś Nalewki, teoretycznie chronologicznie przed Halą Gwardii (?)

Tutaj znowu pl. Piłsudskiego, poza tym Sejm, budynek zakładowy, wiem, że bardzo znany, ale nie pamiętam, co to, ulice, których nie rozpoznaję i na końcu... oscypek!

Dla mniej biegłych w komputerach użytkowników wyjaśniam: po najechaniu na okienko filmu i kliknięciu prawym klawiszem myszy pojawia się opcja powiększenia obrazu na cały ekran.

środa, 4 czerwiec 2008

z metra Świętokrzyska na Trakt Królewski



Pl. Grzybowski, Graniczna wcześniej na tym blogu tu!